Typy gości hotelowych - subiektywny ranking obserwacyjny

Od lat prowadzę tzw. obserwacje socjologiczne w miejscach publicznych, co traktuję jako pouczające i bardzo rozwijające doświadczenie. Najczęściej obserwuję gości hotelowych i potrafię wyróżnić ich typy, niezależnie od miejsca, w którym się znajduję.

„Normalny” gość hotelowy jest – powiedzmy sobie szczerze – nudny. Jest kulturalny i dyskretny. Płaci za wszystko kiedy trzeba i w ogóle go nie widać i nie słychać. Po prostu nuuuuuda 🙂

Jako podsumowanie sezonu LATO 2016 postanowiłam zrobić subiektywny ranking typów gości, których obserwowałam w restauracjach hotelowych. Mam nadzieję, że poniższy ranking będzie potraktowany z przymrużeniem oka, ale także będzie okazją do refleksji i zastanowienia się, jak trudna jest praca obsługi restauracji, zwłaszcza w sferze psychologicznej.

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest zamierzone i nieprzypadkowe!

  1. Rodzinka Adamsów

Nie sposób ich nie zauważyć, a bardziej… nie usłyszeć. Tata, mama i zwykle dwoje dzieci. Od samego rana do wieczora sadystycznie torturują swoimi głosami wszystkich dookoła. Oni miłość rodzinną wyrażają inaczej: „zaraz Cię walnę!”, „znowu mi to robisz!”, „Ty, gamoniu!”. Każdy spokojny poranek na śniadaniu zostanie przez nich zaanektowany w całości. Nie chcesz, ale się dowiesz: co robili w nocy, o co się kłócili, kto jest idiotą w rodzinie itd. Krzyczą do siebie, czyli mówią „normalnie”, choć wszystkie komunikaty wyrażone są w trybie rozkazującym. Łączy ich wspólny wróg, czyli ten, kto odważy się zwrócić im uwagę. Wtedy są „jedną wielką rodziną”. Do kompletu tej rodzinki brakuje tylko wujka Festera, jednak czasami i on się pojawia i wtedy latają już pioruny i błyskawice.

Na stole duuuużo jedzenia, kopiaste talerze, pod stołem też dużo zostaje. Jedzą i mówią jednocześnie. Gdy opuszczają restaurację, kelnerzy mają „robotę” na co najmniej 20 minut, bo zostawiają po sobie „uroczy” nieporządek.

Co robić? Jeśli masz pecha, to usiądą obok Ciebie. Wtedy po prostu poddaj się, nie naprawiaj świata i uciekaj w jak najdalszy kąt sali. Jest szansa, że będzie tylko jedna taka rodzina. Gorzej, gdy spotkasz dwie lub trzy rodzinki na raz. Nie wiadomo, jak to się dzieje, ale zwykle Rodziny Adamsów siadają blisko siebie. Jak pech, to pech 🙂 Następnym razem przeprowadź analizę, ogarnij salę wzrokiem, zanim wybierzesz stolik. Wskazana wysoka czujność!

Stopień zagrożenia dla innych gości: średnio-wysoki, w porywach do bardzo wysokiego (jak się rozkręcą i jest brzydka pogoda). Zapomnijcie o „uroczym” poranku czy relaksującej kolacji. Bezpłatna dawka adrenaliny i „rozrywki” gwarantowana „free of chargé”. „Normalni” goście mogą się czuć dziwnie, bo nie robią wokół siebie ani takiego zamieszania, ani hałasu i nie dają bezpłatnego przedstawienia pt. „Z życia rodziny”.

Jak ich unikać? Nie da się. Zazwyczaj są w każdej grupie niezależnie od godziny posiłku, choć testowano różne pory śniadań czy kolacji. Niestety Rodzina Adamsów prędzej czy później się pojawi!

  1. Kosmici

Poznasz ich od razu po cały czas szeroko otwartych ustach i zdziwionych oczach.  Szczególnie wtedy, kiedy okazuje się, że w hotelu są inni goście, a oni nie są jedyni! Charakteryzują się nieustannym zdziwieniem, że czegoś nie można robić w tzw. przestrzeni publicznej. Nie znoszą żadnych ograniczeń. Kiedy obsługa hotelu próbuje zwrócić im uwagę – wówczas pada magiczne zdanie: „Ale o co chodzi?”. To jest pytanie „killer”. Rzadko kiedy obsługa umie racjonalnie odpowiedzieć, aby ich do czegokolwiek przekonać. Są bardzo inteligentni – mają bardzo dobrze rozwiniętą mowę ciała, zachowują spokój wewnętrzny i wszystko załatwiają magicznym, zdziwionym spojrzeniem:„Oooo???”.

Kolejny ulubiony zwrot: „Ale jak to??? Przecież za WSZYSTKO zapłaciłem” Oczekują, że hotel doceni fakt, że go zaszczycili swoją obecnością, bo oni lubią standard 5 gwiazdek w cenie 1 gwiazdki. Nie mogą zrozumieć, że pakiet to tylko wybrane usługi, a za wszystkie dodatkowe zamówione usługi hotelowe trzeba oddzielnie płacić. To zdziwienie na długo pozostaje na ich twarzach, po czym jadą do kolejnego hotelu i rozpoczynają swoją „zabawę” od początku.

Co robić? Nic nie robić. Patrzeć ze zdumieniem i zachwytem na ich siłę spokoju. Można wykazać się empatią w stosunku do personelu hotelowego, który robi się mocno zestresowany, choć jest teoretycznie bardzo miło, bo Kosmici są grzeczni inaczej.

Stopień zagrożenia dla innych gości: niski, choć mogą się niespodziewanie klonować w pary lub grupy i wówczas zagrożenie rośnie. Napięcie czuć w powietrzu, bo personel hotelu ledwo zachowuje spokój, ale nadal wszyscy się uśmiechamy.

Jak ich unikać? Jeśli rozpoznasz ich z daleka po zdziwionych oczach i ruchach „slow motion”, to nie siadaj w pobliżu, zwłaszcza, jeśli jesteś meteopatą. Natychmiast przejmiesz ten ich stan, który roztaczają dookoła i na pewno udzieli Ci się atmosfera wiszącej w powietrzu siekiery.

  1. „Mój mąż tak ma”

On zawsze idzie przodem – stąpa pewnie, stanowczym krokiem ukrytego tygrysa, przyczajonego smoka – gotowy na konfrontację ze strasznym światem hotelowym. Ona jest tuż za nim – nieśmiało wypatruje zagrożeń, jest cicha, spokojna i bardzo miła. Siadają i zamawiają danie z karty. Ona nerwowo się kręci, gdy dania wjeżdżają na stół, jakby coś przeczuwała. Zaczynają konsumpcję i…  nagle on staje się postacią centralną w restauracji, bo za pomocą lupy, centymetra lub wykrywacza kłamstw (które zapewne przy sobie nosi) odkrył milimetrowe przestępstwo w hotelu. Głośno wzywa do siebie personel. Żąda wyjaśnień! Chce natychmiast rozmawiać z dyrektorem hotelu. Informuje wszystkich dookoła, że zna właściciela obiektu, znanych prezesów, że zwolni ich wszystkich i puści z torbami. Nakręca się, lewituje – para buch, koła w ruch… Pan tygrys mówi i mówi. Przerażony personel wyczekuje w napięciu, kiedy zostanie dopuszczony do głosu. Czujnie patrzy, kiedy może „wbić się” w tyradę słowną. I nagle bum, następuje eksplozja, a po niej nastaje cisza. Tęcza pojawia się na niebie, powietrze się ozonuje… I wtedy wkracza ona – kobieta spokoju. Zaczyna przepraszać w imieniu swojego Tygrysa, który nagle stał się kotkiem miau, miau. Przeprasza wszystkich, płaci rachunek i na koniec mówi: „Bardzo państwa przepraszam. Mój mąż tak ma”.

Co robić? Najlepiej nic nie robić i założyć, że finał zawsze będzie ten sam, czyli Tygrys na końcu będzie miłym kotkiem. Można współczuć personelowi, który będzie „dochodził” do siebie przez następne kilka godzin.

Stopień zagrożenia dla innych gości: Niski, choć jest dosyć nieprzyjemnie w restauracji, bo to przedstawienie dla wszystkich gości. Zaczynasz wątpić w swoje wyczucie smaków i pojmowania tzw. kultury osobistej.

Jak ich unikać? Nie da się ich uniknąć, choć coraz rzadziej występują. Można nie chodzić na obiad w porze obiadowej do restauracji, gdzie są zamówienia z karty.

Zostaw swój komentarz na Facebook’u

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress

Pin It on Pinterest

Shares
Share This

Podziel się wpisem ze światem!

Spodobał Ci się wpis? Będzie mi miło jeśli podzielisz się nim z innymi :)