Manipulacje w pracy, które sprawiają, że stajemy się ugotowaną żabą

Po publikacji artykułu: Kryzys w hotelarstwie, otrzymałam kilkanaście listów na temat różnego typu manipulacji w pracy. Smutnych listów od osób, które nie dawały rady żyć w niekończącej się presji nienasyconego potwora, który kazał więcej, szybciej, taniej. Dlatego tym razem zapraszam do refleksji nad tym, jak złe emocje wpływają na naszą pracę.

Na początek – rozwiąż test.

Odpowiedz na poniższe pytania: TAK lub NIE.

Każda odpowiedź TAK daje 5 punktów.

Każda odpowiedź NIE daje 1 punkt.

Pytania:

  1. Czy wierzysz, że złe emocje mogą zniszczyć czyjeś życie?
  2. Czy wierzysz, że źli ludzie zatruwają otoczenie?
  3. Czy wierzysz, że są osoby, które zabierają nam energię i radość życia?
  4. Czy wierzysz, że zły człowiek jako szef wpływa destrukcyjnie na jakość pracy zespołu i osobiste życie pracowników?
  5. Czy wierzysz, że masz wpływ na to, aby nie być „zatrutym” przez toksycznego człowieka?

Wyniki:

Od 4 do 5 razy TAK = 25 punktów, czyli wszystko z Tobą w porządku! Możesz przeczytać ten tekst, ale to Ty jesteś po tej dobrej stronie mocy.

Od 3 do 5 razy NIE = 5 punktów, czyli to właśnie dla Ciebie jest przede wszystkim ten tekst. Przeczytaj go, żeby sprawdzić, co możesz zmienić. Szczególnie jeśli jesteś szefem! 😊

Dlaczego ten tekst jest ważny w kontekście braku pracowników na rynku pracy?

Odnoszę wrażenie, że niektórzy pracodawcy nagle obudzili się i zobaczyli, że brakuje ludzi do pracy. Kiedy był nadmiar rąk do pracy, to oni wykorzystywali to w sposób „przemyślany” – redukowali koszty pracy, zwalniając osoby „drogie”, a obowiązki przerzucali na pozostałych pracowników. W rezultacie nie płacono za dodatkowe obowiązki lub nadgodziny i stwarzano sytuację „zarządzania strachem”, więc większość osób pracowała bez wynagrodzenia powyżej 10 godzin dziennie.

Taka patologia poszerzała się niewidocznie, a ludzie przyzwyczajali się do destrukcyjnego środowiska pracy; dawania zgody na brak szacunku od pracodawcy, szefa, czy nawet gościa. Nawet teraz, kiedy jest rynek pracownika, pozwalamy, aby ktoś od kogo jesteśmy zależni (finansowo, emocjonalnie) wyżywał się na nas i wypluwał swoje frustracje i złe emocje. Mało kto nawet ma odwagę pójść do szefa i poprosić wynagrodzenie za dodatkową pracę.

Co najciekawsze – wiele osób zdaje sobie sprawę, że są wykorzystywani, ale nie mają wystarczająco siły i wciąż paraliżuje ich strach, aby upominać się o swoje oczywiste prawa. Jak zatem pracować w takich warunkach, gdzie mimo braku pracowników nadal pracodawcy płacą np. 9 zł na godzinę (taką historię przeczytałam w jednym komentarzy na Facebooku), bez umowy, bez gwarancji, że pracownik otrzyma wynagrodzenie?

Na szczęście są też porządni pracodawcy, ale tak naprawdę relacje pomiędzy pracodawcami a pracownikami są zaburzone. Może to czas oczyszczenia dla nas wszystkich?

Złe emocje w pracy przenoszą się na życie

Co nas zatem zaburza? Przede wszystkim złe emocje, które pojawiły się, jako skutek uboczny nieprawidłowych relacji między ludźmi. Pozornie jesteśmy bardzo eleganccy, bo przecież w firmach nie ma przemocy fizycznej. Natomiast w pseudo manierach oraz niewerbalnych komunikatach (ton głosu, mimika twarzy, mowa ciała) przekazujemy złość, frustrację, rozczarowanie, które podajemy na srebrnej tacy w białych rękawiczkach. Niektórzy też potrafią robić to samo werbalnie, korzystając z faktu, że skoro jest się szefem, to „nikt mi nie podskoczy”.

Ta zła energia krąży, niestety. Wchodzimy do takiego „zaczadzonego” miejsca i czujemy, że można by siekierę zawiesić w powietrzu. Trudno sobie poradzić ze złymi emocjami, którymi nasiąkamy przez wiele godzin, dni, tygodni, miesięcy…

Jakieś ujście tych emocji musi być. Wszystko zależy, gdzie jesteśmy w tym łańcuchu, czyli szef wyżywa się na nas, my na dzieciach, dzieci na psie lub kocie. Okropne, prawda? Prymitywne, ale tak łańcuchowo przepływa złość.

Ci normalni marnieją w oczach, są zrezygnowani i jakby życie z nich uchodziło w niebyt. A potwory z ludzką twarzą się panoszą.

Jak patrzę na te ludzkie historie, to mam wrażenie, że normalni ludzie gdzieś się pochowali, jakby uciekli do miejsc, gdzie mogą przetrwać i poczekać, aż to się skończy.

Czy to jest normalne? Oczywiście, że nie! A najgorsze jest to, że to wszystko dzieje się w coraz bielszych rękawiczkach, coraz bardziej w wyrafinowany sposób.

Niektórzy odeszli i założyli swoje firmy, inni walczą z depresją i nie mogą zrozumieć, że za ich wiedzę i doświadczenie, lojalność nie ma chętnych pracodawców, którzy chcieliby zapłacić pensje adekwatne do ich kompetencji. Dano im do zrozumienia, że nie są potrzebni.

Nie wiem, co nas opętało jako naród, ale chęć zysku, żądza władzy odebrały nam rozum. Nie mogę zrozumieć, że tak wiele przedsiębiorców nie rozumie, że bez dobrych ludzi w organizacji nic nie jest w stanie zrobić. Że tylko z najmądrzejszymi może wejść na szczyt, bo każdy ma inne kompetencje, aby wejść na swoją górę.

Czy jesteś ugotowaną żabą?

Lubię sobie poczytać w pięknych broszurach, jak organizacje same sobie pompują ego. Cudownie opisane i rozwieszone dookoła hasła, jacy to my jesteśmy wspaniałymi pracodawcami, jak dbamy o naszych pracowników. Wow! Tylko biec i się zatrudniać u takich ludzi. Przejdzie nam po pierwszym dniu. Najpierw niewerbalnie i werbalnie dadzą Ci do zrozumienia poprzez korporacyjne „duszki”, że wprawdzie masz pracować do 17.00, ale nie wychodź lepiej wcześniej przed szefem, bo to nie jest mile widziane. Żeby była jasność – oczekiwania niezgodne z umową.

Dziwisz się, bo wyraźnie masz w umowie liczbę godzin pracy, za którą masz płacone. Potem jesteś już jak ugotowana żaba, która weszła do garnka z zimną wodą i nie zauważyła, że stopniowo podkręcano temperaturę, aż się ugotowała. Normalnie jakby żabę wrzucono do gorącej wody, to by instynktownie wyskoczyła. Tak działają złe emocje – przyzwyczajamy się powoli do toksycznych sytuacji, a źli ludzie pomalutku, niewidocznie przesuwają granicę z dobra do zła. To podstawowy mechanizm manipulacji w firmach, ale też w życiu. Nigdy nie bądź ugotowaną żabą! Ufaj swojemu instynktowi i wyskakuj z gorącego garnka!

Szef uwielbia siedzieć w pracy to niech sobie siedzi. Jego sprawa. Wcale mu się nie dziwię, bo często nie ma po co wracać do domu, bo już dawno ma rozwalone życie osobiste.

Jeśli ktoś chce tak żyć, to jego sprawa. Tylko niech nie zmusza innych, by całe ich życie wypełniała praca. Taki szef jest tak zestresowany, że traci zdrowy osąd sytuacji i poza liczbami nic i nikogo nie widzi. On nie mówi, tylko krzyczy, a jak mówi „spokojnie”, to jego głos tnie jak nóż; pewne jest tylko to, że jest niestabilny emocjonalnie lub zaburzony i jego emocje decydują, jaki to będzie dzień dla współpracowników. Jak mówi ks. Boniecki – tych „biednych” ludzi nikt nie przytula.

Przeraża mnie również to, że coraz więcej moich znajomych opowiada o szefach wariatach, ludziach cyborgach, których ktoś/coś zaczarowało. Ja nie mam szefa, ale świadomie unikam „trudnych” klientów, czyli ludzi, którzy nie wiem, jakbym się starała i ile z siebie dawała to ich potwór będzie nienasycony. I będzie chciał mnie zjeść. Złych ludzi po prostu unikam.

Życie, to nie tylko praca

Człowiek nie jest cyborgiem, by mówić tylko o pracy, być w pracy, żyć z pracą. Nie może poświęcać jedynie godziny na rodzinę, przyjaźnie, miłość, czy inne aktywności, które powodują, że człowiek żyje dobrze.

Kiedy dawno temu w Szwecji zauważono, że ludzie za dużo pracują i emocje są coraz gorsze w zespołach, to w wielu firmach pojawili się ludzie, którzy uczyli pracowników (w czasie godzin pracy – opłaceni przesz pracodawców), jak dobrze żyć, czyli jak mieć życie poza praca i żyć w równowadze. Pracodawcy doskonale zrozumieli, że wypoczęty pracownik to silnie zmotywowany pracownik. Mam nadzieję, że u nas też tak wkrótce będzie, bo w końcu, ile można być społeczeństwie na dorobku. Mamy już wolność w jednym pokoleniu, więc może czas zwolnić tempo i zacząć żyć, by być naturalnie dobrym dla innych.

Wcale się nie dziwię, że wiele młodych osób nie chce pracować w takich zespołach, bo oni lubią siebie i dla nich pieniądze to możliwość realizacji pasji i zainteresowań. Oni chcą żyć po pracy i mieć swoje prawdziwe życie. Chcą mieć równowagę. To nam pokoleniu X mówiono, że praca jest najważniejsza – ucz się, zdobywaj, pracuj w pocie czoła, kursy, studia podyplomowe itd.

Szefie – zadaj sobie podstawowe pytanie

Pytanie ku rozwadze dla szefów: czy jeśli pozbawią Cię tego stanowiska, to ile osób będzie chciało mieć z Tobą kontakt, tylko dlatego, że Cię lubią i/lub szanują? Zastanów się dobrze panie/pani Szefie/Szefowo, czy to nie jest ten moment, aby coś zmienić.

Proponuję małe podsumowanie dla szefów, czyli listę do sprawdzenia, czy stosują techniki manipulacyjne:

  1. Czy wysyłasz najpilniejsze maile w piątek wieczorem albo nawet w sobotę lub niedzielę i oczekujesz od pracownika natychmiastowej reakcji?
  2. Czy zdarza Ci się zlecać pracę w weekend, aby była zrobiona na poniedziałek rano, bo taki masz styl pracy?
  3. Czy uważasz, że pracownik doskonały to taki, który jest w Twojej dyspozycji 24 h na dobę i jest majątkiem ruchomym firmy?
  4. Czy dajesz ludziom listy zadań do wykonania i od razu oczekujesz sprawozdania, najlepiej jeszcze wieczorem, a jeśli nie otrzymujesz tego, co chcesz, to stajesz się agresywny i zły; tylko lista zadań Cię interesuje, a nie człowiek?
  5. Czy podsycasz wyścig pochlebców i tylko tych zauważasz (masz własny dwór), bo inni pracownicy, którzy mówią trudne rzeczy i prawdziwe są niewygodni?
  6. Czy przerzucasz własną odpowiedzialność za własne błędy, brak kompetencji i niedociągnięcia na zespół?
  7. Czy w sytuacji, kiedy nie masz argumentów lub kłamiesz, stosujesz „argumenty” ad personam lub robisz taki poziom ogólności i absurdu, aż rozmówca straci grunt pod nogami i będzie „Twój”?

I na koniec kilka pozytywnych wskazówek dla wszystkich, by tworzyć wartości w miejscu pracy:

  1. Tempo życia, globalizacja, innowacje technologiczne wymagają od szefów, aby byli sprawni emocjonalnie, uważni na drugiego człowieka, słuchający (a nie tylko słyszący), obserwujący, pytający, a mniej mówiący.
  2. Nagradzajmy się dobrym słowem za dobrą pracę i to róbmy publicznie; trudne tematy wymagają spokojnej, szczerej rozmowy w cztery oczy; za każdą historią w pracy stoi człowiek i jego godność, emocje i poczucie własnej wartości.
  3. Patrzmy szeroko, a nie tylko przez pryzmat mikrooglądu i braku dystansu; szukajmy wspólnych rozwiązań, zadawajmy pytania otwarte, aby dać szansę innym, by się wypowiedzieli. Twórzmy miejsca do konstruktywnego dialogu i nie dawajmy zgody na przemoc słowną.
  4. Starajmy się mieć realne oczekiwania i uciekajmy od perfekcjonizmu, który jest nienasyconą bestią.
  5. Nie róbmy projekcji z „krzywego uśmiechu lub spojrzenia” i nie przypisujmy ludziom złych intencji lub nie myślmy, co on myślą, tylko pytajmy o to wprost.
  6. Korygujmy przyjęte założenia, bo mamy szybkie tempo życia i zmian; traktujmy to jako narzędzie do realnej oceny sytuacji.
  7. Nie napinajmy się na kierowniczych stanowiskach, dzisiaj są, jutro ich nie ma, więc dystans do siebie i aktualnej pozycji w firmie jest wskazany, aby nie budować nadmiernego dystansu w zespole; ludzie szanują tych, co mają wiedzę i są kompetentni i nie ma potrzeby być „sztywniachą”, aby podkreślać swoje stanowisko. Więc wyluzuj, szefie J
  8. Nie zaprzątajmy sobie głowy nadmiernymi szczegółami, które mogą być przytłaczające, a patrz na sprawy w szerszej perspektywie.
  9. Odrzućmy stereotypy na temat ludzi i mimo porażek w zarządzaniu ludźmi bądźmy jednak optymistami.
  10. Rozstańmy się ze złymi pomysłami, złymi ludźmi i zrób miejsce na nowe tematy i nowych ludzi. Oczyśćmy swoją przestrzeń z balastu.

Jeśli ktoś chciałby na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, jak zatem żyć i jakim warto być, to polecam jeden z moich ulubionych wierszy Krzysztofa Cezarego Buszmana – „Takim być!”:

takim być

Dla miłośników poezji śpiewanej kultowa „Dezyderata” z Piwnicy Pod Baranami w Krakowie.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress

Pin It on Pinterest

Shares
Share This

Podziel się wpisem ze światem!

Spodobał Ci się wpis? Będzie mi miło jeśli podzielisz się nim z innymi :)